Dżem brzoskwiniowy

September 1st, 2010

 

Postanowiłam spróbować z cukrem żelującym – to moje pierwsze doświadczenie.

Obserwacje :

Mieszanka cukru żelującego 3:1 daje efekt super wysoko-słodzonego dżemu (mimo,że brzoskwinie były bardzo kwaśne).

Nie obierałam brzoskwiń a dżem i tak wyszedł fajny (skórki zmiękły i stały się nieodczuwalne ;).

Brzoskwinie kroiłam w średnią kostkę, podczas gotowania i tak troszkę się zmniejszyły.

Owoce te należy krótko gotować 3-5 minut, gdyż szybko ciemnieją i tracą piękny kolor.

Składniki:

1 kg brzoskwiń

350g cukru żelującego 3:1 Delecta

Wykonanie:

Owoce umyłam, pozbawiłam pestek, pokroiłam w kostkę, włożyłam do garnka i wymieszałam z cukrem żelującym. Całość gotowałam ok 5 min od momentu zagotowania, delikatnie mieszając. Gorący dżem włożyłam do wyparzonych słoiczków. Wg instrukcji powinno się takie gorące słoiki postawić do góry dnem i to wszystko, ale ponieważ jestem osobą nieufną jeśli o wszelkie przetwory chodzi, pasteryzowałam słoiki ok 10min.

dżem brzoskwiniowy

Kłopot z ananasami

August 31st, 2010

Zauroczył mnie schemat okrągłej serwetki wymyślonej i zaprojektowanej przez Hiroko Hanai. Tak, tak są na świecie pisma, które nie boją się podawać nazwisk twórców koronek przez nie kolportowanych. I brawo im za to, szkoda, że nie jest to norma na naszym rynku wydawniczym.  Niestety, nie wiem kto jest jego wydawcą, nie znam nawet tytułu tego anglojęzycznego czasopisma. Od przyjaciół dostałem ksero jedynie jednej strony. Napatrzeć nie mogłem się na jakże doskonałe rozwiązanie ostatnich siedmiu okrążeń koronki. W końcu postanowiłem zachwyt ten przekształcić w gotowy wyrób.

Serwetka 12-kątna z ananasami

Serwetkę zrobiłem z białej Muzy szydełkiem 1,00. Ma średnicę 32 cm. Kłopot sprawiły mi ananasy. Są jakby nieco za duże, przez co miały skłonność do marszczenia się. By tego uniknąć, podczas upinania (blokowania) serwetki pod każdy z nich włożyłem szklaną kulkę o średnicy ok. 10 mm. Spowodowało to, że ananasy równomiernie się uwypukliły. Sądzę, że gdyby podczas ich szydełkowania zastosować oczka ścisłe zamiast półsłupków, koronka byłaby idealnie płaska.

Jogurt arbuzowy

August 31st, 2010

 

Jogurt podajemy dziecku od 11 miesiąca życia.

Po bananowym wcieleniu nastąpiło kolejne starcie jogurtu naturalnego z upodobaniami mojej córeczki.

Udało się.

Smakowało.

Arbuza uwielbia, więc połączenie było strzałem w dyszkę !

Składniki:

plaster arbuza

1-2 łyżki jogurtu naturalnego

Wykonanie:

Arbuza rozdrabniam widelcem, odsączam z soku. Kawałki arbuza mieszam z jogurtem.

arbuzowy jogurt

Gdyńskie kłamstwo Kaczyńskiego

August 31st, 2010

„(…) Nie wolno ludźmi manipulować! Nie wolno ludzi oszukiwać! (…) Trzeba mówić jak jest!”, mówi Jarosław Kaczyński na zjeździe Solidarności w Gdyni. Kaczyński, który kilkadziesiąt sekund później dopuszcza się największego oszustwa, największej manipulacji od czasów kampanii prezydenckiej i największego kłamstwa w całej chyba historii „Solidarności”.

„Solidarność broniąc wolności, broniąc praw pracowniczych, odwoływała się do (…) patriotyzmu. (…) Pierwsze punkty tego porozumienia to była zmiana ustroju. To wymagało wielkiej dzielności! Wielkiej odwagi! I ta sprawa, już wtedy, trzydzieści lat temu, również w stoczni stała się przedmiotem sporu. Przybyła tam grupa ludzi o znanych nazwiskach, z autorytetem. Ludzi, w żadnej mierze tego nie kwestionuję, dobrej, najlepszej woli. Ale mieli oni inny plan! Mieli plan kompromisu! (…) Mój świętej pamięci brat miał wtedy zadanie, powierzone mu w ostatnich dniach strajku zadanie. (…) Reprezentował robotniczą, polską odwagę wobec tych ludzi. Rozmawiał z nimi. Choć przecież sam robotnikiem nie był. Ale rozmawiał z nimi w imię ich robotniczych, odważnych racji. Robotnicy chcieli więcej!”.

Ten fragment wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego (zresztą całe było jedna wielką demagogią, a populizmem Andrzej Lepper nie dorasta Kaczyńskiemu do pięt), jest wierutnym kłamstwem. Wszyscy ówcześni ludzie „Solidarności”, którzy byli w stoczni, zaprzeczają tym słowom i nie kryją oburzenia.  

Bogdan Lis wprost zarzucił mu kłamstwo, Bogdan Borusewicz, nie wprost, ale też to zrobił, wskazując, że wiele słyszał i słyszy nieprawdziwych albo przekłamanych historii na ten temat. Pewne więc jest, że człowiek, który piętnuje manipulacje i kłamstwo, właśnie manipulacją i kłamstwem się posługuje. Nie wiadomo czy sam to wymyślił, czy wymyślił to jego brat, czego nie wykluczam, czy też obydwaj to wymyślili. Pewne jest, i bardzo łatwo to sprawdzić, że Lech Kaczyński był bardzo nisko w hierarchii stoczniowych doradców. I być może dlatego, potrzeba dowartościowania stoi za powstaniem tego kłamstwa.

Potwornie mnie denerwuje ujmowanie się Jarosława Kaczyńskiego za najuboższymi. Denerwuje ponieważ pamiętam, że jako rencista dostałem zamiast waloryzacji, w ciągu dwóch lat, od Gosiewskiego „dodatek jednorazowy” w wysokości 180 (słownie: sto osiemdziesiąt ) złotych, co daje na rok 15 złotych miesięcznie, a na dwa lata (bo w jednym roku waloryzacji nie było) 7, 50 złotych!!!   A to wszystko przy 6, 5 procentowym wzroście gospodarczym. Ale Śniedek ma to w głębokim poważaniu, jak to pisowski pies.

Powtarzam to przy różnych okazjach jak mantrę, ale zawsze będę to powtarzał wobec kłamliwej, oszukańczej troski Kaczyńskiego o najuboższych. Dziwi mnie też, że emeryci, szczególnie ci moherowi i inni renciści zdaja się tego kompletnie nie pamiętać.

Kaczyński to największy w tym kraju polityczny manipulator i kłamca. Pokazuje to zawsze i pokazał za zjeździe w Gdyni.

Słoneczny koktajl brzoskwiniowy

August 31st, 2010

Pogoda za oknem nie rozpieszcza, proponuję zatem coś letniego, słonecznego i zdrowego.

Bardzo smaczny i bardzo aromatyczny koktajl.

Najlepiej smakuje z bardzo dojrzałych brzoskwiń i bardzo schłodzony.

Do przygotowania swojego koktajlu użyłam mleka sojowego - moje pochodzi z Bogutyn Młyn i które jest świetną alternatywą dla mleka krowiego.

Soja zawiera liczne witaminy (B1, B2, B6, PP, E, K, A, C) i mikroelementy (potas, magnez, fosfor, wapń, żelazo). Kilogram soi zawiera tyle białka, co 33 jajka, 6 litrów pełnotłustego mleka, czy 2,5 kg mięsa! Mleko sojowe to produkt bezlaktozowy, stanowiący pełnowartościowy zamiennik dla osób, które nie tolerują laktozy lub są uczulone na mleko krowie Zawiera podobną ilość protein, co mleko krowie – ok. 3,5 proc., a także 2 proc. tłuszczu i 2,9 proc. węglowodanów. Można je wykorzystywać niemal w każdym przepisie wymagającym dodania mleka krowiego. Świetnie nadaje się jako baza do kaszek, budyni, kremów, ciast, napojów, koktajli owocowych. Sprawdza się również jako zabielacz do kawy.

Składniki na 2 osoby:

5 brzoskwiń

1 łyżka miodu

1 szkl mleka sojowego

Wykonanie:

Brzoskwinie obieramy ze skórki ( przy dojrzałych brzoskwiniach nie ma z tym najmniejszego problemu), usuwamy pestkę, wkładamy do blendera, dodajemy miód i miksujemy na gładki mus. Dodajemy mleko i chwilkę jeszcze miksujemy. Przelewamy do szklaneczek. Schładzamy.

Smacznego!

koktajl brzoskwiniowy

Żenada śniadkowej Solidarności

August 30th, 2010

W Gdyni odbywają się uroczystości 30. lecia „Solidarności”. I wbrew pozorom nie było uroczyście, pięknie i wesoło.

Jarosław Kaczyński był witany owacjami na stojąco, kiedy wchodził na salę. Już wtedy było wiadomo, że jeśli przemówi premier Tusk, będzie zadyma. I była. Spokojnie było podczas przemówienia Prezydenta Komorowskiego. Również Buzka, ale kiedy przemówił Tusk…, a właściwie zanim jeszcze przemówił, zaczęły się gwizdy i krzyki związkowej hołoty.

„(…) Wszyscy bez wyjątku, którzy mieli w sobie to elementarne poczucie odpowiedzialności za ojczyznę i to elementarne poczucie przyzwoitości, uczestniczyli w tym wielkim święcie, stając się z godziny na godzinę lepszymi ludźmi.(…) A dlaczego stawaliśmy się lepsi? Bo fenomen tamtej pierwszej „Solidarności” polegał na tym, że wszyscy u każdego i każdy u wszystkich szukał tego co dobre w nim a nie tego co złe. I dlatego wtedy w „Solidarności” było dziesięć milionów ludzi. Byćmoże uznacie za niestosowne to pytanie (…), ale co stało się z tymi dziewięcioma milionami, że one dziś nie odnajdują się w „Solidarności”? W tej „Solidarności, która dzisiaj jest organizatorem tego święta”

Rzecz jasna nastąpiły gwizdy PiSolidarności, jednak premier mimo to mówił dalej gorzkie prawdy: „Oni we własnych sercach i we własnej pamięci, z cała pewnością odnajdują tamto uczucie, tamten nastrój, tamto co każdego z nas czyniło lepszym. Bo ówczesna „Solidarność” i tak do końca życia będzie mi się kojarzyła, była jak człowiek z szeroko otwartymi ramionami. (…) Fenomen tej pierwszej, wielkiej, naszej „Solidarności” polegał na tym, że w tej „Solidarności” nikt nie wstydzi się odmiennego poglądu. Ba, każdy miał prawo ten pogląd wypowiedzieć. I na tym polegała także godność. Ta niezwykle wysoko ceniona wartość w ówczesnej „Solidarności” i szacunek każdego do każdego. (…) Ale dzisiaj jest rzeczą niezwykle ważną, aby te dziewięć milionów ludzi także wierzyło w to, że to jest ich święto. Że to jest święto całej tej pierwszej „Solidarności” (…) Wszyscy dobrze wiedzieli, ze na Krajowym Zjeździe Delegatów spotyka się reprezentacja narodu, która podjęła wielki wysiłek walki o wolność, dla wszystkich bez wyjątku Polaków, a nie dla jakiejś jednej grupy przeciwko drugiej grupie. I dlatego wówczas pół miasta wyległo pod halą Oliwii, żeby fetować te niespodziewane święto demokracji. Bo ludzie wiedzieli, ze „Solidarność” tamta jest darem powszechnym dla każdego Polaka. Nawet dla tych, którzy byli naszymi przeciwnikami.” A sala znów zaczęła krzyczeć i gwizdać.

Jakby na dowód swoich słów, premier Tusk przytoczył zdarzenie , które wydarzyło się podczas obchodów pierwszomajowych przed stanem wojennym, kiedy to pewna dziewczyna (z „Solidarności”) własnym ciałem zasłoniła zomowca, który zasłabł i o mało nie doszło do linczu. Jednak ludzie szybko się opamiętali. Wspomniał też o Janie Pawle II i jego słowach „Nie ma solidarności bez miłości”. „Jestem przekonany, ze kiedy Jan Paweł II w Sopocie mówił, że nie ma solidarności bez miłości, to podsumowywał doświadczenie milionów ludzi. Bo jestem o tym przekonany, że ta prawdziwa Solidarność wyklucza nienawiść. To jest być może jedyne wykluczenie w tej wielkiej Solidarności, to jest wykluczenie nienawiści.” I wspomniał słowa pieśni Jacka Kaczmarskiego z Festiwalu Piosenki Prawdziwej: „Ale zbaw mnie od nienawiści i ocal od pogardy Panie” jako memento , żeby nikt wtedy z nich nie wpadł w szpony pogardy i nienawiści.

Niesamowite to było wystąpienie premiera Tuska. I myślę, ze jedno z najbardziej wartościowych, jeśli chodzi o warstwę moralną. Tym wystąpieniem, w moich oczach, rzucił dzisiejszą, krzyczącą, buczącą i gwiżdżącą Solidarność na kolana.

Później głos zabrał prezes Jarosław Kaczyński. Jego wystąpienie było o tyle normalne, że dzielące Polaków, również z tamtej „Solidarności”. Kaczyński wyłuszczał, że robotnicy chcieli czego innego a wykształceni  „doradcy” czego innego. Co było absolutna nieprawdą, wówczas przynajmniej. Było tez to wystąpienie dziwne bo, jakby przeczące swoim własnym poczynaniom. „ Wszyscy, którzy pamiętają tamte dni, znakomicie pamiętać muszą także to, jak często posługiwano się wtedy tym pojęciem. Pojęciem „manipulacja”. Nie wolno ludźmi manipulować! Nie wolno ludzi oszukiwać! Trzeba mówić jak jest! Nie wolno zmieniać znaczenia słów, bo to tez jest manipulacja! A tak często się z nią spotykamy. I na tej sali.” Zapewne Kaczyński pił do premiera, ale szczerze mówiąc nie zrozumiałem o co.

Był to fragment o tyle dziwny, że człowiek, który od dawna nic innego nie robi, jak tylko oszukuje, manipuluje a nawet kłamie (wystarczy wspomnieć choćby kampanię prezydencką, gdzie przebrał się kompletnie nie do poznania i jawił się jako „nowy wyrób”), mówi te słowa, a w domyśle zarzuca to innym. Kaczyński zapewne już na sali gdyńskiej „wołał” o głosy wsparcia PiSolidarności i episkopatu w obronie wyznaniowego państwa. I jak łatwo się domyślić, w obronie „obrońców krzyża” i „narodowej beatyfikacji” brata. Wspomniał bowiem o zasłudze „Solidarności” w uzyskaniu obecności religii, przede wszystkim katolickiej, w życiu publicznym kraju.

Oczywiście przemówienie Kaczyńskiego przyjmowano owacyjnie i przerywano gromkimi brawami. Nie zdzierżyła tego Henryka Krzywonos, która poprzez krzyki oburzenia, bardzo ostro krytykowała prezesa za dzielenie Polaków, a Solidarność za odejście od ideałów i upartyjnienie.

 

Trwała na mównicy niewzruszona mimo prób odebrania jej głosu. Postawiła na swoim, tak jak kiedyś. Wywołała zresztą ogromną konsternację władz Solidarności, ale tez Kaczyńskiego, który gorączkowo się naradzał ze swoimi najbliższymi poddanymi.

Kompletnym już utwierdzeniem w przekonaniu, że pani Krzywonos miała rację było wystąpienie Śniadka. Absolutnie antyrządowe i jeszcze bardziej absolutnie propisowskie. Po prostu żenujące. O tym, że Śniadek, bez względu na okoliczności mówi to samo, tj. Anty Tusk i proKaczyński, świadczy chociażby fakt, że trzydziesta rocznica jest mu kompletnie obojętna (żeby nie powiedzieć „obca”. „Pragnę też wyjaśnić panie premierze, że w osiemdziesiątym dziewiątym roku, kiedy odzyskiwaliśmy wolność, „Solidarność” liczyła półtora miliona. Tak, że odwoływanie się nieustannie do tych dziesięciu… no cóż…”.

Przypominam ci głąbie Śniadek, że dzisiaj jest rocznica sierpnia ’80, a nie czerwca’89!!!

Zamiast wielkiego święta, które mogłoby nim być, okazał się ten zjazd w Gdyni wielką kompromitacją dzisiejszej Solidarności. W najmniejszym stopniu nie wytrzymuje konkurencji tamtych czasów i tamtych idei. O tamtych charakterach, nawet tych nienawidzonych „agentów” jak Wałęsa, nie wspomnę.

Galareta z nóżek wieprzowych

August 30th, 2010

 

czyli klasyka polskiej kuchni

Składniki:

2 nóżki wieprzowe

1 marchewka

5-6 ząbków czosnku

15 ziaren ziela angielskiego

6 liści laurowych

sól, pieprz świeżo mielony

Wykonanie:

Do garnka wkładamy nóżki, obraną marchewkę i czosnek, przyprawy, zalewamy wodą i gotujemy na wolnym ogniu 3 godziny (po 2 godzinach gotowania solimy). Po tym czasie wyjąć mięso i marchewkę, rozdrobnić, rozłożyć do miseczek i zalać wywarem. Kiedy przestygnie, wstawić do lodówki.

galareta z nóżek wieprzowych

[228] Paweł i Joanna zostali rodzicami :)

August 30th, 2010

Witam :) Dzisiaj notka specjalna :)

Puree kalafiorowo – orzechowe

August 30th, 2010

 

Lubię kalafiora i często u mnie gości w różnej postaci.

Pokazywałam już u siebie sałatkę, zupę, omlet, makaron z kalafiorem, czy kalafiora duszonego w całości.

Było też puree w wersji podstawowej.

Dzisiaj bardzo smaczna wariacja na temat puree z orzechami.

Składniki:

1 kalafior

2 ząbki czosnku

70g orzechów – ja użyłam orzeszków ziemnych prażonych bez soli i tłuszczu Felix

1 łyżka majonezu

2 łyżki jogurtu naturalnego

sól, pieprz czarny świeżo mielony

Wykonanie:

Umytego, podzielonego na różyczki kalafiora oraz obrane ząbki czosnku ugotować na parze (ok 25min). Orzeszki opiec na suchej patelni (to wydobędzie ich smak i zapach). W malakserze miksujemy orzechy, następnie dokładamy resztę składników i miksujemy na gładkie puree.

puree kalafiorowo - orzechowe

Sklepy dla partyjnych

August 29th, 2010

Kiedy Pani Henryka Krzywonos dyskutowała z posłanką Lewicy, nie jestem pewien, ale chyba z Anną Bańkowską, trochę się zdziwiłem. Przy całym szacunku dla Pani Henryki, uznałem, nie pierwszy raz zresztą, że w tych wszystkich wspomnieniowych historiach i argumentach na słuszność sierpnia ’80, od dawna wkrada się spora dawka demagogii i przejaskrawień.

Sierpień’80 był dla mnie czasem absolutnie wspaniałym, słusznym i zbawiennym dla kraju, ale te przejaskrawienia bardzo mi przeszkadzają.

Pani Henryka, mówiąc o bardzo trudnej sytuacji kobiet w tamtym czasie, jako przykład podała trudności w zdobyciu (zakupie) np. żywności. Ludzie z partii mieli swoje sklepy, a myśmy byli zdani wyłącznie na siebie. Zresztą likwidacja tych sklepów dla uprzywilejowanych grup, był jednym z postulatów strajkujących.

To prawda, że ludzie byli zdani wyłącznie na siebie. Jednak ja żadnych sklepów dla partyjnych nie pamiętam. Oczywiście nie wiem jak to było w wielkich miastach, ale w moim, dość dużym jak na tamte czasy mieście (mieściło się w pięćdziesiątce miast pod względem liczby mieszkańców), takich sklepów nie było. Z tego co słyszałem (bo nigdy tam nie byłem), w naszym komitecie miejskim istniała stołówka, wypasiona, gdzie partyjni mogli się zaopatrzyć w artykuły spożywcze (i być może inne – nie wiem), które dla zwykłego mieszkańca były marzeniem ściętej głowy, ale przeciętny partyjniak, a tych przecież była masa, też mógł o tych artykułach tylko pomarzyć. I o tym mówiła Bańkowska i ja jej wierzę ufając swojej pamięci. Oczywiście istniały też kasyna w Milicji i Wojsku.

Pamiętam za to inne sklepy. Np. sklepy dla górników, Baltony czy Pewexy. W tych ostatnich

zaopatrywała się śmietanka partyjna ale nie tylko. Również późniejsi „bojownicy o wolność”: aktorzy, artyści estradowi, ludzie sztuki, uczeni… i ludzie ze znajomościami, np. … lekarze(!!!) i prawnicy(!)

 

Pamiętam, bardzo często demonstracyjnie okazywane, poczucie wyższości górników nad innymi grupami zawodowymi. To swoisty paradoks, że właśnie ich przedstawiciele zginęli w „Wujku” i że to oni byli jednymi z tych, którzy najszybciej odczuli skutki gospodarki wolnorynkowej. Wkrótce po roku 89 mogli jedynie z tęsknotą wspominać zarobki (i siłę nabywczą wypłaty) z czasów komuny. Zresztą wielka aglomeracja śląska, była dla nas, o rzut kamieniem od niej oddalonych, powodem westchnień i wycieczek po zakupy. Zaopatrzenie bowiem w sklepach nieuprzywilejowanych nawet, było z naszymi sklepami nieporównywalne. A moje miasto przecież, potężnym przemysłem chemicznym stało.

Nie jest więc do końca prawdą to, co chce nam przekazać pani Henryka Krzywonos, o wyższości partyjnych nad resztą społeczeństwa. Uczciwiej byłoby powiedzieć o wyższości partyjnej elity (która, bez przesady, aż tak liczna nie była) i… całej masie innych, przy nich się „pożywiających”, nad resztą społeczeństwa.  

A propos tych ostatnich: lekarze np. (często ci sami, którzy dziś zarabiają niewyobrażalne dla zwykłych śmiertelników pieniądze lub ich dzieci – też lekarze) byli mistrzami w zarabianiu pieniędzy. I niekoniecznie wiązało się to z pracą ponad siły. Znam trochę przykładów lekarzy, którzy na jednym etacie (tj. w czasie jednego etatu) robili kilka etatów, za wszystkie biorąc pełne wynagrodzenie i jeśli dodać do tego powszechne, obowiązkowe wręcz łapówki, po ich majętności – powszechnej, śmiem przypuszczać, że w tym środowisku była to praktyka powszechna.

Oczywiście sierpień’80 jest dla mnie momentem przełomowym. Wejściem w inny, rzeczywisty świat, abstrahując od tego, czy na tym skorzystałem czy nie, bo to jest dla mnie trochę mniej ważne jako jednostki. Jednak nie uważam za właściwe na siłę „uświęcanie absolutne” jakiegoś zjawiska za pomocą „demonizacji absolutnej” innego. Bo to mi przypomina próbę uświęcenia i gloryfikacji Lecha Kaczyńskiego. I jedno i drugie uważam za złe.

 

                                 

P.S.

  Adwersażem w dyskusji Pani Krzywonos była Danuta Waniek


krystalizacja marmuru eCommerce services DRZWI WROCŁAW pozycjonowanie tabletki na odchudzanie